Własne firma już na studiach? Przedsiębiorczy Łukasz pokazuje, że można!

wpis w: Dookoła Pracy | 21

Niektórzy idą na studia, kończą je po 5 latach i są rozczarowani, że nic im nie dały. Inni, aktywnie działają w organizacjach studenckich, szukają pomysłu na siebie i swoją zawodową drogę. Jednym słowem: biorą sprawy w swoje ręce. Do tych drugich należy Łukasz Kołodziejczyk – student dwóch kierunków, założyciel fundacji i młody przedsiębiorca, który aktualnie rozwija firmę z ekskluzywnymi szalami i poszetkami. Łukasz pokazuje, jak swoją pasję przekuć w biznes i inspiruje do działania!

 

W tym artykule dowiesz się:

1.BelleArt to firma zajmująca się tworzeniem ekskluzywnych szali i poszetek przedstawiających dzieła sztuki. Skąd pomysł na taki rodzaj działalności?

2. Jak Łukasz godzi studia, prowadzenie koła naukowego i fundacji, którą sam założył z rozkręcaniem własnej firmy?

3. Co jest największym wyzwaniem dla Łukasza jako przedsiębiorcy na tym etapie działalności?

4. Łukasz ma 21 lata, a na koncie już sporo osiągnięć. Co go najbardziej ukształtowało? Jakie doświadczenia wpłynęły na to, gdzie aktualnie jest?

5. A plany na przyszłość? Czym docelowo chciałby się zajmować? 

6. Jak Łukasz pozyskał fundusze na start działalności?

7. Jak wyglądało poszukiwanie szwalni, dostawców, materiałów? 

8. Kto jest największą biznesową inspiracją dla Łukasza i dlaczego?

9. Nawiązując do poprzedniego pytania, czy podczas zakładania własnej działalności Łukasz miał mentora, którego mógł prosić o poradę czy podzielenie się biznesowym doświadczeniem?

10. Czy Łukasz robił jakieś badania rynku zanim zdecydował się na otworzenie własnej firmy?

11.Wiele osób idzie na studia myśląc, że one same w sobie zapewnią im pracę, po czym są rozczarowani i mówią, że była to strata czasu. Łukasz ten okres studiów wykorzystuje dużo bardziej produktywnie. Działa w kołach naukowych, rozkręca działalność. Co mu to daje i jaką wartość ma angażowanie się w dodatkowe projekty?

Sztuka od zawsze była moją pasją i od dłuższego czasu szukałem jakiegoś sposobu na włączenie jej do codziennego życia. Na co dzień staram się ubierać raczej elegancko, więc postanowiłem ukierunkować się na rynek, którego funkcjonowanie odczuwam na własnej skórze. Jestem osobą, która ponad wszystko ceni sobie jakość. Z tego względu bardzo zależało mi na tym, aby produkty BelleArt prezentowały określoną wartość, wygodę użytkowania i zachowywały się dobrze przez lata.

 

Prawdę mówiąc, na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Bernard Baruch mówił: ”Zawsze bierz na siebie jedną rzecz mniej, niż wydaje ci się, że dasz radę zrobić”, ale ja chyba wciąż mam z tym problem. Świat jest dla mnie ogromną przestrzenią, w której widzę bardzo wiele ciekawych aktywności, z których mogę wyciągnąć całe połacie wiedzy i doświadczenia. Staram się rozwijać wszechstronnie, a planów mam dużo, co często prowadzi mnie w różne odnogi drogi życia. Godzenie tylu aktywności nie jest łatwe. Trzeba bardzo dobrze zarządzać swoim czasem i planować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a nawet wtedy nie ma się gwarancji, że wszystko pójdzie po naszej myśli.

Na szczęście zawsze miałem duże szczęście do ludzi – poznałem naprawdę wspaniałe osoby, które w wielu z tych aktywności ogromnie mnie odciążają, pomagając w wykonywaniu najtrudniejszych zadań czy umożliwiając wspólne zdobywania szczytów. Jedną z wartości, którymi się kieruję, jest rozpoczynanie wszystkiego tak wcześnie, jak tylko jest to możliwe, dzięki czemu później mogę skupiać się na spełnianiu innych, bardziej skomplikowanych zamiarów, bo zwykle to początki są najtrudniejsze. Co więcej, uważam, że czasami taka ilość zadań, deadline’ów oraz punktów do odhaczenia skutecznie motywuje do systematycznej pracy, a także pozwala nieustannie uczyć się zarządzania zasobami, co bez wątpienia przydaje się w przyszłym życiu. Daje mi to poczucie uczenia się przez cały czas, a to wspaniałe uczucie.

 

Największym wyzwaniem na dzień dzisiejszy jest dla mnie trafienie do klienta premium lub osób zainteresowanych sztuką, czyli do podstawowych odbiorców BelleArt. Niestety na wczesnym etapie działalności, na którym jestem, wymaga to bardzo dużych środków, które chciałbym dawkować mądrze i efektywnie. Udało nam się stworzyć bardzo dobry produkt, teraz tylko musimy sprawić, że zauważą go właściwi ludzie. To ogromne wyzwanie, prawdę mówiąc znacznie większe, niż wszystko, co do tej pory robiłem. Jak pokazują badania, dla klienta premium najważniejsza jest marka i renoma, które w długim okresie mają być gwarantami jakości, a te buduje się latami.

Pewnym wyzwaniem jest również kreowanie wizerunku marki premium, jednak jest to coś, co sprawia mi ogromną satysfakcję, bo możliwości są tutaj właściwie nieograniczone. Wspomnę też o problemach z pozycjonowaniem belleart.eu w google, jednak w tej kwestii jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę robotów patrolujących sieć.

 

Jestem typem osoby, która bardzo przywiązuje się do ludzi, a więc żywi do nich wielką nadzieję. Wiele zwrotów w moim życiu podyktowanych było zawodami lub zaskoczeniami związanymi z moimi bliskimi. Sytuacje te mnie ukształtowały – sprawiły, że stałem się odpowiedzialną osoba, na którą można liczyć. Dzięki tym momentom zdałem sobie sprawę, że muszę postawić na swój rozwój, zdobywać wiedzę i doświadczenie, ponieważ jest to coś, na co mam faktyczny wpływ .

Od zawsze moim pragnieniem było zrozumienie sposobu, w jaki funkcjonuje świat – zbadanie mechanizmów i stosunków kierujących gospodarką i międzynarodową polityką. Dość wcześnie zrozumiałem, że jeśli zaraz nie zacznę podejmować działań, które kiedyś mogą zaprowadzić mnie do upragnionego celu, będę bardzo nieszczęśliwym człowiekiem. Pewnych procesów nie przyspieszę, ale mogę w tym czasie zając się zgłębianiem tego, na co mam wpływ. Czyniąc długą odpowiedź krótką: najbardziej ukształtowali mnie ludzie, mniej lub bardziej tego świadomi.

Ja po prostu starałem się obracać porażki w sukces, wyciągać wnioski i nieustannie trwać na drodze, która kiedyś zaprowadzi mnie do wiedzy i doświadczenia, a w dzisiejszym świcie nie ma nic cenniejszego. W finansach istnieje pewna premia za wczesne działanie, więc od dłuższego czasu staram się ciężko pracować, aby zawsze być krok przed moimi konkurentami. Wykorzystywałem każdą okazję, aby poszerzać światopogląd, żeby nigdy nie stać w miejscu. Wyciągałem nauki z każdego aspektu mojej działalności… i bardzo dużo słuchałem. W końcu większość ludzi sukcesu więcej słucha, niż mówi.

 

Podobno w życiu trzeba spróbować wszystkiego, aby mieć naprawdę szerokie spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, więc jak najbardziej nie wykluczam możliwości podjęcia pracy na etacie, jednak znacznie lepiej odnajduję się jako przedsiębiorca. Praca na dole hierarchii na pewno pozwala zrozumieć, jakie problemy trawią sam szczyt organizacji, więc na swój sposób również to jest czasami niezbędne. Wyznaję zasadę, że naprawdę dobrzy będziemy wyłącznie w tym, co daje nam satysfakcję i sprawia, że z przyjemnością wstajemy z łóżka. U mnie tym czynnikiem jest twórcza praca, za nic w świecie nie chcę odtwarzać, ponieważ to kreowanie sprawia mi radość. Lubię wyzwania i jestem w stanie wziąć na siebie dużą odpowiedzialność, uwielbiam ludzi i rozwiązywanie problemów, cały czas staram się zdobywać nową wiedzę o mojej branży i mechanizmach rządzących światem, a to cechy, które charakteryzują dobrego przedsiębiorcę, więc bardzo możliwe, że właśnie ta droga jest mi pisana, taką mam przynajmniej nadzieję.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z moimi zamierzeniami, a BelleArt utrzyma się na rynku, to będę kontynuował tworzenie polskiej marki segmentu premium. Mam bardzo dużo planów co do tego projektu, szale i poszetki z wizerunkami dzieł sztuki to swego rodzaju próba badająca rynek i nastawienie Polaków do określonego typu produktów. Chciałbym, aby rzeczy, które tworzę, były sztuką samoistnie, ale do tego jeszcze długa droga. Jeśli plan nie wyjdzie, na pewno będę poszukiwał dalej, w końcu, jak udowodnił Goethe, samo poszukiwanie także może być celem.

Moje zainteresowania, które rozwijam na studiach Prawa i Analityki Gospodarczej, skupiają się gdzieś na przestrzeni łączącej system prawno-podatkowy oraz inwestycje, więc być może kiedyś spróbuję swoich sił również i w tej materii, jednak przy tym będę robił wszystko, aby sztuka nieustannie gościła w moim codziennym życiu, ponieważ, tak jak mówiłem, BelleArt jest marką tworzoną z pasji. Póki co chciałbym przede wszystkim ukończyć studia, w międzyczasie rozwijając firmę i fundację. Na poważne decyzje dotyczące mojej przyszłej drogi zawodowej przyjdzie jeszcze czas, ale mam głęboką nadzieję, że będzie to droga przedsiębiorcy, choć pragnę zaznaczyć, że nie zawsze oznacza to prowadzenie wyłącznie własnej działalności. Jednego jestem przy tym pewien – na pewno będę zajmował się czymś, co sprawi mi satysfakcję.

W wieku lat szesnastu, stosując zasadę premii wczesnego działania, zacząłem interesować się rynkiem kapitałowym, co zdecydowanie pomogło mi w akumulowaniu kapitału. Od osiemnastego roku życia inwestuję na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, co na pewno w znacznym stopniu umożliwiło mi stworzenie BelleArt. Ogromną pomocą, nie tylko finansową, jest mój Mentor, Tomek, dzięki któremu ten projekt w ogóle powstał. Tomek został moim Mentorem w ramach inicjatywy ”Biznesowy Indywidualny Program Studiów” na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Poznał mój pomysł i zdecydował się pomóc w jego realizacji. W dzisiejszych czasach bardzo trudno jest stworzyć własny biznes, nie wyprzedając przy tym dużej ilości udziałów w firmie. BelleArt jest jednak projektem w dużym stopniu badającym rynek, jako marka premium chcemy też dość mocno limitować dostępne kolekcje, co trochę odciąża nas finansowo.

 

Znalezienie odpowiedniej szwalni nie było proste i trwało naprawdę długo, jednak tutaj bardzo pomógł marketing szeptany, który zainicjował Tomek, a który szybko zaprowadził mnie do grupy podwykonawców, którzy mogliby zrealizować nasze zamówienie. Pisałem maile do wielu szwalni, jednak duża część z nich żądała wstępnego zamówienia dużej liczby sztuk przed wysłaniem próbnych produktów, na co nie mogłem się zgodzić. Małe szwalnie, które utrzymują wysoką jakość i są gotowe wykonywać zamówienia mniej obszerne, czyli „niehurtowe”, są niezwykle oblegane przez mniejsze lub większe przedsiębiorstwa stawiające na najwyższą jakość, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość i liczyć na uprzejmość.

Przy wyborze materiałów i wykonawcy kierowałem się przede wszystkim oferowaną jakością. Motto rodziny Guccich od lat brzmi: Jakość pamięta się dłużej niż cenę”, i to jest prawda. Dzisiaj na rynku odzieży bardzo trudno konkurować cenowo z wielkimi sieciami, a rzeczy dobrej jakości chętnie poleca się nawet znajomym. Co więcej, sztuka wymaga odpowiedniej jakości – jako pasjonat nie mógłbym znieść ”Pocałunku” Gustava Klimta na poliestrze. Moda bardzo premiuje włoską produkcję, która dodatkowo jest gwarantem absolutnie najwyższej światowej jakości, więc gdy tylko pojawiła się możliwość wyprodukowania szali i poszetek właśnie tam, zdecydowałem się podjąć współpracę ze szwalnią zlokalizowaną na terenie Włoch. Dzisiaj każda marka premium chce mieć metkę ”Made in Italy”, my możemy pochwalić się produkcją we Włoszech od początku do końca. Prawdę mówiąc, testowanie wyglądu projektów, jakości materiałów, wybieranie odpowiednich szwów czy najtrwalszych sposobów zabarwiania tkaniny, aby przygotować finalny produkt, to niezła zabawa!

Staram się inspirować zachowaniami i postawami. Raczej nie podziwiam bezkrytycznie żadnego człowieka, ponieważ ludzie często błądzą, dlatego w mojej opinii najlepszym rozwiązaniem jest uczenie się od każdego – czy to na błędach, czy sukcesach. Trudno podać mi jedną osobę, od której w aspekcie biznesowym najwięcej się nauczyłem. Fundacja, którą prowadzę, to Instytut Benjamina Grahama, z czego można wnioskować, że, jeśli chodzi o inwestycje, które bez wątpienia biznesem są, najbardziej podzielam punkt widzenia Benjamina Grahama i jego ucznia – Warrena Buffetta. Są to gentlemani, którzy przez całe swoje życie pokonywali rynek, osiągając wyniki o kilka lub nawet kilkanaście punktów procentowych lepsze od benchmarku S&P500. Graham i Buffett stawiają na długoterminowe budowanie wartości, powolne kroczenie naprzód i opieranie się tymczasowym trendom, przekonaniom i rynkowym fluktuacjom. Oni stawiają na wartość.

Bardzo cenię sobie ludzi wyznających idee tak niszowe w czasach spekulacji, owczego pędu, ”łatwego zarobku” i przyjemnego życia miliardera, a przy tym trwające przy swoich przekonaniach wiele lat oraz pomagające innym ludziom, bo zarówno Buffett, jak i Graham, są wielkimi filantropami. To postaci niezwykle wykształcone i oczytane, do tego wydaje mi się, że trudno znaleźć lepszy przykład dla promowania szlachetnych idei, biznesu odpowiedzialnego społecznie oraz tak rentownego i pożytecznego w swoich założeniach.

Kilka lat temu byłem zafascynowany książkami opowiadającymi o bohaterach ”Pozłacanego Wieku” Stanów Zjednoczonych, gdy państwo to było otwarte na napływających imigrantów, a przemysł rósł szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. W tamtych latach Andrew Carnegie, Charles Schwab, J. P. Morgan czy E. H. Harriman tworzyli spółki, które po dziś dzień wyznaczają światu kierunek zmian. Należy im się szacunek chociażby tylko za stworzenie tak ogromnych instytucji. Oczywiście nie pochwalam ślepo tych postaci, ponieważ 150 lat temu czasy były całkiem inne, a wiele zachowań wymienionej wyżej czwórki należy jednoznacznie potępić, faktem jest jednak stwierdzenie, że wspierali oni rozwój sztuki i kultury, a to doceniać należy zawsze.

Ze współczesnych twarzy biznesu najbardziej utożsamiam się z Jackiem Ma, który wytrwale walczył o swoje imperium, nie przykładając istotnej uwagi do znaczenia dóbr doczesnych, a także podejmując liczne działania pro publico bono. Ma zbudował swoją potęgę na ciężkiej i inteligentnej pracy, szanując przy tym otaczających go ludzi oraz budując szczęśliwą rodzinę, opartą na zaufaniu i miłości. To wielka wartość dodana. Bardzo szanuję również wielkich liberałów, ludzi, którzy walczyli o wolność i równość na świecie, zmagali się z uprzedzeniami i stygmatyzacją. Postaci takie jak Abraham Lincoln, czyli ludzie niezwiązani z przedsiębiorczością sensu stricto, również zasługują w moich odczuciu na olbrzymi szacunek. Dzisiaj biznes powinien być w szczególnym stopniu odpowiedzialny społecznie, niestety tak wielu przedsiębiorców o tym zapomina.

 

Tak, mam Mentora, samemu bardzo trudno byłoby mi stworzyć przedsiębiorstwo i zaplanować wszystko od zera, jeszcze w trakcie studiów… Moim Mentorem jest doktor Tomasz Żołyniak, założyciel Energii Polskiej oraz inicjator Pokojów Życzliwości. Z Tomkiem połączył mnie Biznesowy Indywidualny Program Studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, którego jesteśmy członkami – On jako praktyk biznesu, ja jako student żądny działania. To dzięki Tomkowi BelleArt powstało teraz, bez Niego, prawdopodobnie, byłoby to znacznie później, o ile w ogóle. Olbrzymią pomoc otrzymałem nie tylko od Niego, ale również od Jego znajomych. Wsparcie i zaplecze techniczne to coś, co dało mi olbrzymi zastrzyk środków do działania. Ale nie tylko Tomek zostawił swoją część w BelleArt. Pomocą kreatywną zawsze służył mi doktor Artur Trzebiński, mój Tutor z BIPSu. W twórczości bardzo ważny jest również zmysł estetyczny, który doprowadziłem do wysokiego poziomu dzięki mojej dziewczynie, Weronice, oraz przyjaciołom.

Prawdę mówiąc, wszystkie badania ograniczyły się do sondy wśród moich znajomych oraz kilku praktyków biznesowych. Większość osób reagowała na pomysł bardzo pozytywnie, więc uznaliśmy, że warto spróbować. Wśród moich znajomych są osoby równie mocno kochające sztukę co ja, nieustannie zagrzewające mnie do finalizowania BelleArt. Projekt jest świeży o tyle, o ile nasze produkty skierowane są do konkretnego odbiorcy oraz prezentują wysoką jakość. Muzea sprzedają torby na zakupy z wizerunkami dzieł sztuki, ja chciałem nadać obrazom formę, na jaką zasługują – formę szlachetną, pasującą do eleganckich uroczystości i wystawnych balów.

Jak mówiłem już wcześniej, BelleArt to projekt startowy, który będzie tym lepszy, im więcej będę umiał. Większa część nauki jeszcze przede mną, ale na szczęście dzięki obranej polityce ograniczonych kolekcji nie jestem przytłoczony wielkim magazynem, który muszę opróżnić. Większość procesów była tu przemyślana, nawet jeśli poważnych badań rynku nie było – wolałem zainwestować pieniądze w stworzenie fizycznego produktu, niż w badania przekrojowe. Wbrew pozorom ceny byłyby podobne! Moje przewidywania okazały się skorelowane z rzeczywistością, prognozy grup odbiorców zdecydowanie się sprawdziły, dlatego teraz nasze działania skupiają się przede wszystkim na dotarciu do klienta.

 

Ja przede wszystkim czuję głód wiedzy praktycznej. Jak już mówiłem, od zawsze pragnąłem zrozumieć mechanizmy kierujące światem, a niewątpliwie są to procesy naturalnie ukształtowane w drodze wymiany gospodarczej lub ludzkich procesów myślowych, ewentualnie działań dążących do dystrybucji i wykorzystania władzy. Mam wrażenie, że to, co robię na studiach, nijak się ma do faktycznej pracy, którą kiedyś będę wykonywał. Szczególnie studia Prawa to w dziewięćdziesięciu procentach pamięciowa nauka rzeczy, które nijak się mają do rzeczywistej praktyki. Jestem szczerze zawiedziony tym, co dzieje się na wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii, na szczęście rekompensuje mi to quasi-praktyczna, a na pewno bardzo narzędziowa, Analityka Gospodarcza i Indywidualny Program Studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym.

Angażowanie się w dodatkowe projekty wypełnia lukę praktycznych umiejętności, które mogę wykorzystać w przyszłej działalności. Pozwala na poznanie zawodowych praktyków, rozmowę z ”ludźmi sukcesu”, zapoznanie się z preferencjami pracodawców, poszerzenie bazy kontaktów i rozwijanie się na płaszczyznach czyniących z nas osoby dobrze radzące sobie w trudnej i dynamicznej rzeczywistości. Studia nie są złe, muszą być jednak dobrze prowadzone, a tutaj przeszkodą jest nasz system edukacji, który prowadzony jest przez osoby wygodne, lubiące komfort. Tu potrzebne są zmiany, a zmiany wdrażane odgórnie trwają zbyt długo. Świat zmienia się dzisiaj w zastraszającym tempie, czego niech dowodem będzie fakt, że aktualnie najbardziej pożądanymi umiejętnościami na rynku są: elastyczność poznawcza (a więc dostrzeganie zmian i reagowanie na nie), zdolność analitycznego porównywania logicznego stanów faktycznych oraz umiejętności myślenia nieszablonowego, niezgodnego ze schematami i aktualnie obowiązującymi trendami. Niestety, tego nie dadzą nam żadne studia.

Przedsiębiorstwa są w stanie wdrożyć w swoje mechanizmy osoby mające podstawy do chłonięcia wiedzy, a to studia na pewno dają – aż nadto. Pracodawcy potrzebują osób z otwartymi umysłami, osób samokrytycznych, potrafiących efektywnie się komunikować, posiadających inteligencję emocjonalną i kompetencje społeczne. Polski system edukacji jeszcze nie dostosował się do globalizacji, informatyzacji i automatyzacji. Przewagę na rynku pracy dają umiejętności, których nie sposób nabyć na uczelni. Właśnie dlatego sam działam i gorąco zachęcam do działania wszystkich. Wszelkie trudy, których podejmuję się dodatkowo, mogą być o stokroć bardziej użyteczne w przyszłym życiu, niż kolejny ”artykuł wykuty na pamięć”. System edukacji działa analogicznie do instytucji państwa – zbyt wolno, jak na dzisiejsze standardy. Studenci powinni zdawać sobie z tego sprawę – myśleć z wyprzedzeniem. Jest kilka kierunków studiów, które z dużym prawdopodobieństwem mogą zapewnić pracę, jednak nie jest to trend, a raczej obserwacje odstające.

Edukacja to nie jest strata czasu, a punkt na drodze do bycia spełnionym człowiekiem. Oczywiście, można go ominąć, ale warto skorzystać z możliwości, które daje. Oprócz edukacji, równie ważne jest samodoskonalenie oraz kształcenie się. Wszyscy powinniśmy pamiętać o premii za wczesne działanie i myślenie z wyprzedzeniem. Ciężka praca bardzo często jest nagradzana, dlatego im więcej trudów podejmujemy, tym większa jest szansa, że ktoś nas zauważy. Wydaje mi się, że w tym wszystkim świat jest dość sprawiedliwy: osoby myślące o swojej przyszłości, podejmujące trud w realizowaniu się, prędzej czy później osiągną sukces – zostaną spełnionymi i szczęśliwymi ludźmi. Warto przy tym nie porzucać swoich ideałów, a wytrwale dążyć naprzód. W końcu, jak mawiał Malcolm Forbes, diamenty to tylko kawałki węgla, które długo robią to samo.